piątek, 24 kwietnia 2015

APETYCZNY WEEKEND! :)

Czas się pakować! Już jutro na zaproszenie Oli z Apetyczne Wnętrze,
 spotykamy się w Krakowie z w ramach Apetycznego Weekendu! :)
 
 KTO:

Jagoda | lovingit.pl




„APETYCZNY WEEKEND – na tropie małych przyjemności” 
/ kreatywny warsztat blogerek Kraków, 25.-26.04.2015/ 

CEL WYJAZDU:
Poznanie nowych miejsc i odkrycie ich magii * odkrywanie "małych przyjemności", które nie wymagają dużych nakładów pieniędzy czy olbrzymiej kreatywności * inspiracja * wymiana doświadczeń podczas warsztatów i spotkań * integracja

DLACZEGO:
Organizujemy i uczestniczymy w różnych spotkaniach, to spotkanie ma być rodzajem warsztatu, podczas którego będziemy wspólnie szukać sposobów na inspiracje w biznesie kreatywnym, czym jest blogowanie.

Nasi partnerzy:

 Relacja na bieżąco będzie pojawiać się na moim Instagramie
jak również na profilach pozostałych dziewczyn.
Już teraz serdecznie Was zapraszamy!
Zdjęcia będziemy oznaczać hashtagami: #apetycznyweekend i #apetycznyinstadruk.

 Więcej informacji znajdziecie również TUTAJ:


Wspaniałego weekendu!
XOXO
Scraperka


SHARE:

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

THAT WAY BEDDING & COFFEE IN MY BEDROOM

Nowa pościel działa na mnie znacznie lepiej niż nowa para butów, czy torebka. Niejednokrotnie pisałam Wam, że nic nie poprawia mi bardziej humoru od drobnych zmian w naszym mieszkaniu za sprawą różnych produktów do dekoracji wnętrz. Zawsze wolałam mieć czegoś mniej, ale lepszej jakości. Bardzo lubię otaczać się pięknymi przedmiotami, które po prostu sprawiają mi wiele radości. Dbam o to, abyśmy w naszym mieszkaniu czuli się jak nigdzie indziej. Aby nasza codzienność, każdy wolny wieczór czy poranek, każdy powrót po pracy do domu wywoływał w nas tylko pozytywne emocje. 

Nasz dom to nasz azyl i nasza przestrzeń, o którą TRZEBA DBAĆ. Trzeba ją pielęgnować i dopieszczać.. I tak się pięknie składa, że ja kocham to nad życie! Dzięki tym małym zmianom we własnym mieszkaniu jestem szczęśliwa. Wnętrza i ich dekorowanie to moja pasja i tak sobie myślę, że chyba nigdy nie przestaną mnie fascynować...:)


 

Deszczyk, jakże wdzięczna nazwa dla mięciutkiej, flanelowej pościeli, prawda? Jestem w niej zakochana za zabój! Jest tak przyjemna w dotyku, że nie można się od niej oderwać! W 100% bawełniana, zapinana na zameczek w neonowym kolorze z oryginalną kieszonką  na nocne skarby - planetą w samym środku... Poducha z nadrukiem pchełki stojącej na planecie po jednej stronie i deszczyku po drugiej. Nadruki wykonano bezpiecznymi farbkami wodnymi. Trwałe i co najważniejsze, nie szkodzą. Brawo! Brawo! Brawo! :)

Wyprzedzając pytania w komentarzach - pościel kupicie w sklepiku THATWAY.PL, gdzie w tej chwili trwa właśnie PROMOCJA na duże pościele.



Wraz z pościelą przyjechały też do mnie świetne papierowe worki. Malowane ręcznie przez właścicielkę sklepu, są znakomite do przechowywania wszelkiej maści pierdółek, gazet, plakatów, prania, zabawek i wszystkiego co tylko wpadnie nam do głowy. Polski handmade po raz kolejny udowadnia, że warto go wspierać i mówić o nim głośno. 

Kilka słów o samej właścicielce sklepu i autorce wszystkich projektów:

"Prace autorki wypełnia mikrokosmos postaci i makropaleta osobowości. Formy, faktury i kształty egzystują w różnych przestrzeniach (z perspektywą lub bez niej). Choć nie jest ona zoologiem-robakologiem, ani psychologiem-terapeutystą, ani też …kształtologiem-kosmonautą...chociaż zawsze trochę chciała być każdym z nich ;) Decyzja podjęta: Agnieszka Kucharska-Zajkowska – graficzka i ilustratorka, absolwentka Wydziału Grafiki warszawskiej ASP, projektuje dla dzieci i przedstawia to, co widzi, właśnie "w taki sposób". That way to pretekst dla wyobraźni, to ubrania, akcesoria i książki, które zapraszają do przeżycia przygody i towarzyszą małym oraz dużym na dzień dobry …i na dobranoc."





Jak już wiecie uwielbiam dobrą kawę.. Mam ekspres ciśnieniowy, który robi wyśmienitą kawę, jednakże niedawno zachciało mi się czegoś nowego.. Chemexa.. Niektórym pewnie dobrze znany, innym troszkę mniej. Jest to pewnego rodzaju alternatywa dla kawy jaką piłam do tej pory. Alternatywna metoda parzenia kawy, coś dla tych, którzy lubią celebrować jej przygotowywanie. Mmm wyobraźcie sobie zapach świeżo zmielonej kawy w całym domu, kawa bez gorzkiego posmaku, sama słodycz i wyczuwalne wszystkie jej nuty. Powiem Wam, że zwykle piję kawę z mlekiem. Tą z Chemexa mogą pić BEZ. :) Nie będę pisała tutaj co, jak i z czym się je. Myślę, że najszybciej i najłatwiej będzie, jeśli zajrzycie do COFFEEDESK.PL - mojego nowego okrycia - idealny sklep dla każdego kawosza! Tam właśnie kupiłam sobie kilka pysznych, świeżo palonych kaw: The Barn, Java Coffee czy Johan&Nystrom. :) 

O tym czym jest Chemex, dzbanek Hario Buono Kettle oraz jak z nich korzystać przeczytacie TUTAJ i TUTAJ.



Do kawek nie mogło zabraknąć również młynka. Taki młynek dobra rzecz! :)


Na ścianie w sypialni, zaraz nad łóżkiem i naszymi głowami, zawisł przepiękny łapacz snów, autorstwa niesamowitej zdolniachy MOIMILI. :) i zbliżenie...











Od momentu, gdy przyszedł do mnie album BE COFFEE STYLE od Mimi&Zorkiego,  każda wolna chwila z kawą jest również z tymi zdjęciami... Przepiękna, niesamowicie inspirująca porcja czarnego naparu, wnętrz sklepów i kawiarni z czarującego Berlina, a wszystko zamknięte na stronach książki, którą każdy wielbiciel kawy i nie tylko kawy, mieć powinien. Do dostania na Myszkowcu. :)


Shamelesly addicted to caffeine..
YES!

 To co? Kto napije się ze mną kawy w takich okolicznościach? :)
DO DNA!
Uścisków moc - Scraperka.


SHARE:

czwartek, 16 kwietnia 2015

DOMINIKANA - REAL PARADISE.

Za tydzień minie miesiąc jak wróciliśmy z wakacji na rajskiej wyspie. Dominikana była dla nas, Państwa Dominików, punktem obowiązkowym wakacyjnych wojaży. A dla mnie Dominik Anny... ;))) No nie mogło być inaczej - trzeba było pojechać i zobaczyć to wszystko na własne oczy. Planując wakacje, czytając przewodniki, oglądają zdjęcia tamtejszych rejonów, nie spodziewałam się, że AŻ tak BARDZO będę tęskniła po powrocie. 

Widziałam w życiu już wiele... dzięki swoim rodzicom w dzieciństwie zwiedziłam mnóstwo przepięknych miejsc w Polsce i Europie. Mam w głowie tyle wspaniałych wspomnień, że nie sposób tego opisać. To rodzice zaszczepili we mnie miłość do podróży i zwiedzania świata.  Gdy poznałam mojego Z. postanowiliśmy, że przynajmniej raz w roku, jeśli tylko będą ku temu możliwości, będziemy zwiedzać bliższe i dalsze zakątki świata. I tak byliśmy razem w Egipcie, gdy jeszcze nie było problemu ze zwiedzaniem i poruszaniem się po kraju, na Fuertaventurze (jednej z Wysp Kanaryjskich), w Tajlandii na wyspie Koh Samui, na greckiej Krecie i wreszcie na Dominikanie. W wolnych chwilach zwiedzamy też naszą piękną Polskę i odkrywamy jej nowe zakątki. Jednak nigdzie nie czułam się tak, jak w te wakacje... Bez wahania mogę przyznać, że były to nasze najlepsze wakacje w życiu! :)












Na wstępie kilka faktów dotyczących organizacji wakacji na Dominikanie. Jak co roku skorzystaliśmy z pomocy zaprzyjaźnionego biura podróży z Wrocławia, które pośredniczy w znajdowaniu ciekawych ofert wakacji. Nie ma nic prostszego i przyjemniejszego od takiej współpracy. Określiliśmy kierunek: Dominikana oraz dokładny region: plaża Bavaro/Punta Cana. Nauczeni doświadczeniem i wygodą wolimy latać niemieckimi liniami z Niemczech i korzystać z niemieckich biur podróżny. Tak też zrobiliśmy tym razem. Po przesłaniu kilku propozycji przez biuro naszej koleżanki, wybraliśmy najbardziej odpowiadający nam hotel: Be Live Collection Punta Cana położony w zacisznym miejscu z dala od tłumu turystów i 5 minut spacerkiem po plaży od przepięknych, powiedziałabym nawet rajskich, DZIKICH PLAŻ. Przy hotelu również jest ładna plaża, ale nic nie zastąpi dzikiej, bez leżaków, hotelowych animatorów (swoją drogą przesympatyczni i niesamowicie pozytywnie ludzie!) i całej hotelowej otoczki od której czasami po prostu chce się już odpocząć. Trafiliśmy w dziesiątkę - nie ma lepszego miejsca! :) Turkusowa woda, palmy słaniające się w kierunku oceanu, pył, a nie piasek... tak bialutki, czyściutki. Zamykam oczy i odpływam. 

Wierzcie lub nie, ale ciężko jest opisać te emocje i doznania, które towarzyszyły nam każdej minuty pobytu w tym raju.. Pierwszy raz miałam tak, że po pełnych dwóch tygodniach zupełnie nie tęskniłam za domem. Chciałam schować się na plaży, żywić się tylko kokosami i spędzić tam jeszcze odrobinę czasu.. Jeszcze chwilkę nacieszyć oczy kolorami, podniebienie smakami, nos zapachami i żyć tu i teraz. Bez trosk, zmartwień, z uśmiechem od ucha do ucha stąpać po plaży, zanurzać się w tej turkusowej, przezroczystej i cieplutkiej wodzie i cieszyć z każdej danej nam chwili. Dlatego tak bardzo kocham podróże... bo podróże dają radość, niesamowitego kopa, kształcą, czasami zaskakują, dzięki nim poznajemy nie tylko inne kultury, ale również siebie samych.












Spacery wybrzeżem nie miały końca.. Można chodzić i chodzić po kilkanaście kilometrów bez przerwy, :) Jednego dnia wybraliśmy się na wycieczkę ok. 7 km w jedną stronę do Bavaro Beach, gdzie jest najwięcej hoteli. Ładnie tam, ale dzikich plaż brak, turystów setki więc i spokoju mniej, a my lubimy spokój i tak jakoś wychodzi, że nasz hotel zawsze na uboczu. :) 

Spacerując plażami można napotkać miejscowego, przemiłego Pana, który zerwie kokos z palmy za pomocą odpowiedniego kijacha (długiego nawet na dobrych 10-12 metrów), później otworzy maczetą i po wypiciu kokosowego mleczka rozłupie nam jeszcze kokosa tak, abyśmy mogli wyjeść biały miąższ. Pychota! Taka przyjemność kosztuje ok. 2$.

Jeśli jesteśmy przy walucie, warto wspomnieć o tym jaką walutą posługują się turyści. Przede wszystkim $. Podczas naszego pobytu nie wymienialiśmy dolarów na tutejsze PESO, bo nie jest to konieczne, a wszystkie ceny i tak są w dolarach. W niektórych sklepach po zapłaceniu dolarami wydają w peso, których i tak szybko można się pozbyć. ;)

Na Punta Cana nie jest tanio. Całe szczęście wszystkie hotele mają All Inclusive i to jest najlepsza tutaj opcja. W naszym hotelu mieliśmy 8 restauracji tematycznych z menu i kelnerami: włoska, hiszpańska, meksykańska, azjatycka, francuska, amerykańska itp. , drinki, przekąski, napoje. Wszystko NO LIMIT. :) Jednakże trzeba było zobaczyć coś poza hotelami i plażami, prawda? Nie darowałabym sobie, gdybym nie poznała jak mieszkają i jacy są tutejsi mieszkańcy, gdybym nie zobaczyła najpiękniejszej wyspy Saona czy nie zjechała 18metrów w dół na linie w głąb największej jaskini na wyspie. Do tego przejażdżka konna po dżungli, smakowanie egzotycznych owoców, zwiedzanie farmy Don Ramona, oglądanie walki kogutów, spacer po plantacji kakao, mango, trzciny cukrowej, kawy... , wizyta w wiosce uchodźców z Haiti, która wzbudziła spore emocje, skakanie na falach na małych, bardzo szybkich motorówkach...długo by wymieniać. BYŁO WARTO... Mimo że, każda całodniowa wycieczka to koszt od 110-230$ za osobę. Polecamy wycieczki z biura stacjonującego na Dominikanie-Villa Polonia. Byliśmy na 3 i każda jedna była świetnie zorganizowana - Myślę, że zdjęcia obronią się same.














Dominikana słynie ze znakomitych cygar, pysznego, organicznego kakao, kawy oraz RUMU! Rum to rodzimy trunek, który Dominikanie uwielbiają i wytwarzają go z melasy, która pozostaje po obróbce trzciny cukrowej, a tym samym po produkcji cukru.

Dominikanie to naród niesamowicie życzliwy i przyjazny. Nie są nachalni i nawet, gdy chcą coś sprzedać, a powie im się nie dziękujemy, to rozumieją. Nie przyklejają się jak rzep to psiego ogona, jeśli wiecie co mam na myśli. :) Chciałabym również zaprzeczyć stereotypowi, że na Dominikanie jest niebezpiecznie i turysta nie powinien wychodzić z hotelu. To bujda! Nic Wam nie grozi, trzeba uważać tak jak w każdym innym miejscu na świecie. Nie obwieszać się złotem, nie chodzić samemu po nocy ciemnymi ulicami, nie prowokować, a nic Wam się nie stanie. :) Dla Dominikańczyków wszystko jest MANANA, czyli JUTRO. Nie spieszy się, zero stresu i zero organizacji. Nie ma tutaj mafii ani przestępczości, bo niby jak, skoro zorganizować się nie potrafią? :)

Do policji może zgłosić się każdy bez wyjątku. Nie ma testów, jest nauka po przyjęciu na służbę. Prawo jazdy? A co to za problem? Wystarczy wziąć kolegę, który zna się na testach i rozwiąże je za nas. Brak podatku, opłat za dom, rozliczeń wszelakich. Jeśli jesteś pijany to wsiadasz za kółko i owszem, ALE jedziesz powoli i włączasz awaryjne. O dziwo ten system działa! Na Dominikanie praktycznie nie dochodzi do kolizji drogowych. :) 













 

Odwiedziliśmy również miejski targ, na którym znajdziecie dosłownie wszystko. :) Mieszkańcy uwielbiają to miejsce i potrafią spędzić na targu nawet kilka godzin dziennie. Chodzą, rozmawiają, grają w domino, kupują świeże owoce, warzywa i mięso dopiero co obrobione i powieszone na hakach, bez żadnej chemii czy ulepszaczy. Sprzedawcy wiedzą ile przygotować, aby się sprzedało i aby nic się nie zepsuło. Kolejna rzecz... lekarstwa - po co komu apteka? ;) Przyprawy, ryby, ubrania, chemia - wszystko tam znajdziecie! 

Dominikańczycy z reguły bardzo pozytywnie reagują na robione im zdjęcia. Zazwyczaj się uśmiechają, machają lub krzyczą "One Dolar Please" - szczególnie dzieciaki. :) Ten Pan przy motorze był jednak chyba nieszczególnie zadowolony, a mnie przeszły ciarki, gdy tak na mnie spojrzał ;)













Wioska uchodźców z Haiti... Nie wiem czy wiecie, ale wyspa na której mieści się Dominikana w 2/3 zajęta jest przez Dominikanę właśnie, a w 1/3 przez Haiti. Haiti jest 3 najbiedniejszym krajem na świecie. W tej chwili procent zalesienia wynosi tam 1%.. Wycinają i sprzedają wszystko, a przede wszystkim uciekają, bo bieda jaka tam panuje jest niewyobrażalna... Niewiarygodne jest to, że dwa tak różne od siebie kraje mieszczą się tuż obok siebie. Dlatego z Haiti kto tylko może i ma ogromne szczęście ucieka. Haitańczycy tworzą wioski, bądź tak jak w tym przypadku zamieszkują budynki w których mieszkali ludzie, którzy swego czasu budowali w tym miejscu tory kolejowe.

Podczas tych kilku chwil, gdy tam byliśmy przez moją głowę przewinęły się skrajne emocje.. Przerażenie, wzruszenie, smutek, radość, troska.. Gdy wraz z przewodnikiem obdarowywaliśmy mieszkańców wioski napojami i jedzeniem, rozpętała się walka.. walka małych dzieci o jedną butelkę soczku... Myślę, że nic więcej dodać nie trzeba.














Poza hotelem smakowaliśmy również rodzimych potraw w miejscowych restauracyjkach. Było pysznie! Rybki Papuzie, Langusty, owoce morza, dużo ryżu, kurczaka, świeżych owoców prosto z drzewa, warzyw, wyciskanych soków i KOKOSÓW. :)
















Na Dominikanie nie jest "kolorowo". Ludzie bardzo często żyją w trudnych warunkach, a ich domki przypominają jeden mały pokoik w naszych mieszkaniach. Oczywiście jest różnie, tak jak i u nas. Poza najbiedniejszymi, jest również klasa średnia oraz Ci najbogatsi, którzy stawiają wille w przepięknym miejscu przy ogromnych polach golfowych, zaraz niedaleko miasteczka Altos de Chavon. Swoje domy mają tam: Clinton, Elton John, Shakira, Bush i inne znane osobistości.







:))) A teraz zdjęcia z najpiękniejszej wycieczki na jakiej byłam... Wyspa Saona - raj na Ziemi. Pamiętacie reklamę batoników Bounty?





































Długo nie zapomnę tych chwil... Szczęście i radocha nie do opisania!  Nurkowałam, łowiłam rozgwiazdy, leżałam popijając rum pod palmą, pływałam w przepięknej wodzie, biegałam po piasku, skakałam po palmach ;), smakowałam langusty z pysznym, maślanym mięskiem, pływałam łodzią i cieszyłam się bez przerwy tym co mnie otacza. Uwaga! Namioty TIPI to nie duże suknie ślubne, jak kilka osób napisało na Instagramie ;)

Zapomniałam wspomnieć o pogodzie. Jak dla mnie idealna. Temperatura w cieniu między 27 a 30 w dzień i ok. 25-26 w nocy. Delikatny wiaterek sprawiał, że nie było upalnie, choć trzeba uważać, bo słońce mocno podpieka! My cały czas smarowaliśmy się filtrami 30 i 50, a mimo wszystko złapaliśmy ładną opaleniznę. 

Na niebie bardzo często są jakieś chmurki, ale fruwają po niebie w mgnieniu oka.  Podobnie jest z karaibskim desczem i ulewami, które trwają 5-10 minut, a po nich wychodzi słońce.  Nie bójcie się prognoz, bo zwykle pokazują, że na Dominikanie są chmury i jest deszcz hehe;) U nas przez dwa tygodnie może 3 razy padało po 10-15 minut w ciągu dnia. Ten deszcz jest ukojeniem, jest ciepły i przyjemny i nie trzeba się go bać,  Mieliśmy ubaw z niektórych turystów, którzy jak tylko zaczęło lać z nieba, uciekali z plaży. ;) Po 10 minutach po chmurach i deszczu nie było śladu. Słońce świeciło do końca dnia. 







Powyżej przedostatni dzień na plaży. :) Tęsknię... teraz, gdy podczas przygotowywania posta naoglądałam się  tych zdjęć przez dobrych kilka godzin, tęsknię jeszcze mocniej.














Ostatnie chwile czekając na transfer na lotnisko i popijając ulubionego drinka Miami Vice.  Jak widać mimo tego, że perspektywa powrotu już bliska i ciężka, długa podróż przed nami, jesteśmy szczęśliwi. Było warto. Mamy cudne zdjęcia, a w naszych głowach na zawsze pozostaną piękne wspomnienia. Kto wie... może kiedyś tu wrócimy?


Wiem, że post gigantyczny, ale mam nadzieję, że wynagrodzi 
Wam to długie oczekiwanie na relację.

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, piszcie śmiało! 
Postaram się na wszystkie odpowiedzieć. 

Uścisków moc i do napisania w komentarzach. :)

XOXO
Scraperka


SHARE:
© SCRAPERKA . BLOG. All rights reserved.
BLOGGER TEMPLATE MADE BY pipdig